trochę branżowego ekshibicjonizmu, ale głównie lans.
Wpisy
Dawno mnie tu nie było. No to proszę, odkurzam recenzję najnowszego Yonderboia.

Yonderboi nigdy jeszcze w swojej twórczości nie był tak węgierski. Odpuścił nieco psychotycznego klimatu ze „Splendid Isolation”, do pieca dorzucił brzmienia i motywy ludowe znad Dunaju, a wszystko opatrzył chilloutową atmosferą z „Shallow & Profound”. Najnowszy krążek Węgra nosi w sobie cały Budapeszt.
Dwa tygodnie temu miałam przyjemność brać udział w wydarzeniu, którego ideę bardzo cenię i popieram. Electronic Beats zawitało do Polski wraz z festiwalem w Warszawie, podczas którego wystąpili m.in. Groove Armada, Wiley i moja ulubiona Zola Jesus. Miałam przyjemność zamienić z nią parę słów przed jej pierwszym koncertem w Polsce. Wywiad możecie teraz zobaczyć.
Popularność muzyki celtyckiej na całym świecie musi czegoś dowodzić: najprawdopodobniej wszyscy jesteśmy Celtami.
Któż z nas nie pamięta obietnic o Irlandii nad Wisłą. Jak się okazuje, w naszym kraju jest jednak bardziej zielono, niż nam się może wydawać. Pierwszy zaskakujący fakt: najprawdopodobniej mamy więcej zespołów wykonujących muzykę irlandzką, niż pozostałe kraje europejskie (nie licząc Wysp Brytyjskich). Drugi zaskakujący fakt: kulturą irlandzką generalnie chętniej zajmują się obcokrajowcy, niż sami Irlandczycy. Trzeci zaskakujący fakt: nasz rodzimy folk od dawna głęboko zakorzeniony jest w celtyckich brzmieniach. Można powiedzieć, że od tego wszystko się zaczęło.
Kolejny odcinek Biura Podróży na łamach T-Mobile-Music.pl

Beltaine - fot. mat. prom.
Kolejna wizyta w Polsce grupy Tinariwen, gwiazd tuareskiego bluesa, oraz koncert Amadou & Mariam na Erze Jazzu to znakomita okazja, by posłuchać uważniej dźwięków z Mali. Egzotyczne i fascynujące, malują przed słuchaczami obraz starożytnego Imperium Mali i są dziś jednym z najlepiej zachowanych nośników wiedzy o muzyce dawnej. Muzyka Tuaregów w najnowszym Biurze Podróży dla T-Mobile-Music.pl.

Zamiast majteczek w kropeczki, pieśń o umieraniu - Sebastian Karpiel-Bułecka cieszy się, że polska publiczność dojrzewa, choć razem z nami dziwi się, że właśnie "Boso" było hitem minionych wakacji. Poniżej szczera (damsko-)męska rozmowa z liderem Zakopower.

Szczerze mówiąc ja nie przekładałabym popularności Kamila Bednarka na zainteresowanie ogółu słuchaczy tym gatunkiem. Wydaje mi się, że to jest raczej zainteresowanie jego osobą, niekoniecznie całym gatunkiem. Trudno mi trochę o tym mówić, bo widzę jego zakłopotanie, ilekroć zapraszany jest na imprezy reggae’owe, na których jest "stara gwardia" czy "średnio-stara gwardia" i on, który osiągnął w ciągu dwóch tygodni oszałamiający sukces, na który reszta musiała pracować lata.

Polskie relacje z Węgrami są co najmniej specyficzne. Nijak nie możemy się porozumieć, bo trudności obu języków graniczą z ekstremą, nie sąsiadujemy ze sobą, a jednak polsko-węgierska przyjaźń znana jest na całym świecie. Złośliwi twierdzą, że to głównie zasługa wina, którego trakt z Węgier prowadził przez Karpaty.
Kolejny odcinek Biura Podróży na T-Mobile-Music.pl tym razem na Węgrzech

Gdy Madonna całowała się z czarnoskórym księdzem i odgrywała sceny masturbacji, Mylene Farmer oddawała się szatanowi na skąpanej we krwi kościelnej podłodze. Przemysł muzyczny od lat chętnie sięga po prowokację religijną. I nic nie zapowiada, by ta tendencja miała się w najbliższym czasie zmienić.
Któż by nie kliknął w taki lead?
Prowokacje religijne w muzyce na Onet.pl
Focę 43. Międzynarodowy Festiwal Folkloru Ziem Górskich w Zakopanem. Do piątku :)
Więcej na www.mffzg.etnosystem.pl

Rok temu na pofestiwalowej konferencji prasowej rozpętała się burza na temat kondycji promocji folkloru w mediach. Nestorzy prasy podhalańskiej, poklepujący się po plecach przy każdej możliwej okazji, wyrazili chęć stworzenia w roku następnym - czyli aktualnym - konferencji naukowej poświęconej temu zagadnieniu.
I tak, dr Bożena Lewandowska z Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz redaktor Maria Baliszewka z Polskiego Radia (RCK), zorganizowały konferencję naukową na temat promocji folkloru w mediach.
Nie pojawił się na niej żaden przedstawiciel podhalańskiej prasy. Na pewno w gronie słuchaczy nie było "nestorów" domagających się dyskusji w tej sprawie.
Podczas konferencji poznaliśmy sposoby promocji folkloru w mediach bułgarskich, tureckich i beznadziejną sytuację na tej samej płaszczyźnie w mediach polskich. Ja miałam przyjemność wygłosić krótki wykład o możliwościach promocji w mediach elektronicznych, czyli przede wszystkim w internecie. Ogólnie, sens mojej wypowiedzi można zawrzeć w kilku punktach:
Jakkolwiek po wykładzie reakcje i komentarze były pozytywne, tak podczas dyskusji prowadzonej przez posła na sejm Andrzeja Guta-Mostowego i szanownego pana redaktora, którego nazwiska nie pamiętam, zdawało się jakby w głowach nic nie zostało. Po wysłuchaniu kolejnej wypowiedzi biadolącej nad kondycją polskich mediów, nieudolnością dziennikarzy i upadkiem etosu tego zawodu, nie wytrzymałam.
Postanowiłam zabrać głos w dyskusji wyrażając opinię, iż po pierwsze: zamiast biadolenia i zakładania kolejnej komisji w sejmie - nie wiadomo po co - warto byłoby wziąć się w końcu do roboty. Bo nie jest tak, że ze strony przedstawicieli instytucji kultury i zespołów wszystko jest super, a to media są be. Olewanie mediów i dziennikarzy - to jest be. Przesyłanie dziennikarzom materiałów bezużytecznych, przestarzałych, koszmarnych zdjęć skanowanych z głupich jasiów jeszcze w latach 90-tych - to jest be. Totalne ignorowanie mediów elektronicznych - to jest be. Nie rozumiem, jak instytucje kultury i organizatorzy imprez folklorystycznych, chcą promocji w mediach, skoro chowają się przed nimi. Z jednej strony narzeka się na blokadę w telewizji i prasie tradycyjnej, z drugiej olewa media internetowe, które tylko czekają na kontakt ze strony organizatorów.
Zakopiański festiwal jest w tym przypadku chlubnym wyjątkiem - pod tym względem, kontaktu z mediami, dla tej imprezy szapoba. Pod względem wizerunku internetowego jest trochę gorzej. Ale OK - można to nadrobić.
Dowiedziałam się, w odpowiedzi, od szanownego-redaktora-którego-nazwiska-nie-pamiętam, że internet jest dla elity, dla osób, które wiedzą gdzie szukać.
Bzdura. Internet jest najbardziej egalitarnym medium ze wszystkich dostępnych na świecie.
Oraz, że jestem jeszcze młoda.
To fakt, to nawet miłe. Rzeczywiście, nie pamiętam technik wykonywania zawodu dziennikarza z lat 70-tych. Może z pożytkiem dla mnie - bo nie wykorzystuję ich dziś.
Szkoda, że nie zdążyłam powiedzieć wszystkiego. Pan Gut-Mostowy opowiadał o swoich planach 20 minut (ładna kampania). Pan Redaktor (ten, którego nazwiska... wiadomo) - kolejne 15. A później trzeba było jechać na obiad z panem posłem i na merytoryczną dyskusję (a nie monologi) czasu nie starczyło. Szkoda.
Z obiadu zrezygnowałam. W tym samym czasie na festiwalu odbywał się koncert młodych zespołów podhalańskich. Poszłam robić tam zdjęcia. Tak to już jest z tymi szatańskimi młodymi, mediami elektronicznymi.